Znasz to: robisz test (ANOVA, Kruskal–Wallis, Friedman), patrzysz na wynik, jest p < 0,05 i… fajerwerki. Tylko że to dopiero początek. Bo ten test mówi jedynie: „różnice są”. A między którymi grupami? Które momenty naprawdę się różnią, a które są do siebie podobne? Tego nie dowiesz się bez testów post-hoc.
Pomyśl o nich jak o „dogrywce” po meczu: główny test ogłasza, że ktoś wygrał, ale post-hoc wskazuje kto z kim i o ile. Do tego dorzuca korektę za wielokrotne porównania (żeby nie cieszyć się z przypadkowych „istotności”) i sprawia, że Twoje wnioski brzmią poważnie, a nie „na czuja”.
W skrócie: jeżeli w wynikach masz „istotnie”, to testy post-hoc powiedzą Ci „konkretnie”. I o to właśnie chodzi w nauce — mniej zgadywania, więcej dowodów. 🚀







